Polska Niemcy 1: 0 – rozprawa z narodowymi mitami

A dlaczego 1:0?
Żeby nie drażnić Niemców dwucyfrowym wynikiem – żartuje autor. No i książka nie jest jednowymiarowa, tylko z przymrużeniem oka. To zupełnie nowe spojrzenie na polsko-niemiecką historię: z humorem i bez obawy o to, że dosadne określenia czy niewygodne sądy zaszkodzą dobrosąsiedzkim relacjom. Ta książka to złośliwy i politycznie niepoprawny zarys historii ponadtysiącletnich kontaktów Polaków i Niemców. Kontaktów, które – zanim ostygły do obecnej temperatury – doprowadzały do stanu wrzenia nie tylko nasz zakątek Europy, ale, bywało, że i cały świat. Dzieje polsko-niemieckich relacji obfitowały w wydarzenia ponure, okrutne i przerażające, a takie najlepiej jest oswajać śmiechem i żartem. Bo tylko w nienormalnym świecie śmiech budzi obawę. Autor prowadzi opowieść od czasów Mieszka I po II wojnę światową. Przytacza wydarzenia opisywane w podręcznikach, ale i te znane jedynie pasjonatom historii. Wplatając w narrację wątki osobiste, oswaja „wielką” historię. Premiera 16 marca.

ANDRZEJ KLIM – dziennikarz i redaktor, pracował m.in. dla „Gazety Wyborczej”, PAP-u, „Profitu”, „Claudii”, „Press”, „Newsweeka” oraz TVN24 Biznes i Świat. Historyk sztuki i archiwista. Absolwent Wydziału Nauk Historycznych, Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu oraz studiów doktoranckich na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Konsultant w projekcie konkursowym koncepcji Muzeum Historii Polski w Warszawie. Autor książki Seks, sztuka i alkohol. Życie towarzyskie lat 60 (PWN, 2013)
Fragment książki:
Kilka lat później Mieszko zbliżył się do niemieckiego możnowładcy, margrabiego Dytryka,
zarządzającego Marchią Północną, a sojusz ów został przypieczętowany około roku 980 ślubem
niemłodego już władcy Polski z córką Dytryka – Odą. Urodziła mu trzech synów: Mieszka,
Świętopełka i Lamberta. Niewątpliwie było to radosne wydarzenie dla potwierdzenia jurności
Mieszka, mniej radosne dla pasierba Ody, Bolesława, który jednak później poradził sobie w typowo
średniowieczny sposób z tą potrójną półniemiecką konkurencją do tronu. Zresztą nie wiadomo, czy
sama Oda była szczęśliwa, przynajmniej w momencie zamążpójścia. Wcześniej bowiem
przeznaczono ją do stanu duchownego i wiodła spokojny żywot w klasztorze, aż tu, jak pisał
Thietmar,Widzimy więc, że Thietmar, który serdecznie nie znosił Polaków, a zwłaszcza Bolesława, dawał
w swojej kronice upust żółci. Natomiast historycy podejrzewają, że to raczej niemieccy panowie
szukali sposobu, by wpływać na polskiego księcia, który chociaż niby cesarzowi hołd złożył, to
jednak w sprawy Rzeszy się mieszał. Kiedy zaś poślubił młodą Odę, nie tylko nie poddał się ich
wpływowi, ale mieszał się jeszcze bardziej w wewnętrzne rozgrywki zachodniego sąsiada.
Doraźnym sukcesem Ody było skłonienie Mieszka, by ofiarował jej szczególny prezent ślubny.
Mieszko za pogańskich czasów był, podobnie jak Czesi, dostarczycielem na wielką skalę
niewolników do krajów arabskich i czerpał z tego niemałe profity. „Towar” pochodził przede
wszystkim z plemion słowiańskich zamieszkujących tereny między państwem Mieszka a
Niemcami, ale bywało, że i wzięci do niewoli Germanie szli na sprzedaż do Arabów. Przyjmując
chrześcijaństwo, Mieszko wyrzekł się tego procederu, ale kto tam wie, czy nie naszłaby go
ponownie chęć łatwego napełnienia takim sposobem książęcego skarbca. Oda miała więc do
wypełnienia misję specjalną – uwolnić tysiące jeńców, rodaków wziętych do niewoli podczas
kilku kampanii Mieszka. Małżonek przystał na taki prezent ślubny, czym zapewne nie wzbudził
entuzjazmu u sporej liczby żon owych jeńców, które ułożyły sobie na nowo życie, nie do końca
pozostając wiernymi małżeńskiej przysiędze.
Ale to, że niektóre germańskie niewiasty doznały niemiłego zaskoczenia decyzją Mieszka, było
niczym w porównaniu z tym, jak Mieszko po ślubie z Odą zaskoczył swoich niemieckich możnych
protektorów i – od tego momentu związania z córką Dytryka – powinowatych z najwyższych
kręgów władzy.
W cesarstwie akurat mącił stryjeczny brat cesarza, Henryk Kłótnik z Bawarii. Mieszko, wraz
z Bolesławem II Pobożnym, księciem Czech i swoim eksszwagrem, zaangażował się w walkę
o schedę po cesarzu Ottonie II, zmarłym w roku 983. Polski książę opowiedział się po stronie
Henryka. Kiedy jednak Otton III zaczął skutecznie pacyfikować kłótliwego kuzyna i z tego powodu
między innymi najechał Czechy, Mieszko szybko wykonał woltę i stał się zwolennikiem cesarza,
zanim ten wybrał się nad Wartę, by przywołać Mieszka do porządku.
Małżeństwo ojca z młódką nie było w smak pierworodnemu Mieszka – Bolesławowi, zwłaszcza
że pojawienie się na świecie trzech przyrodnich braci oznaczało co najmniej kłopoty przy objęciu
tronu po ojcu w przyszłości. Oda próbowała obłaskawić pasierba w nader kobiecy sposób – to ona
ponoć miała go wyswatać z jedną z dalszych powinowatych, nieznaną z imienia córką Rygdaga,
margrabiego Miśni. Zgodnie z ówczesną praktyką dyplomatyczną niewiasta pozostawała żoną tak
długo, jak wymagała tego racja stanu. Kiedy zmieniały się sojusze, pozbywano się niewygodnej
małżonki. Najbardziej humanitarnym, ale niejedynym sposobem pozbycia się niepotrzebnej już
gwarancji zerwanego sojuszu było odesłanie żony do jej rodziny. Tak też postąpiono z córką
Rygdaga, który zmarł w roku 985 i tym samym zakończył sojusz. Bolesławowi nie przeszkadzało
to, że zdążyła w tym czasie urodzić mu dwoje dzieci.
Odzie, przynajmniej do końca życia Mieszka, nie groziło odsunięcie. On, zdaje się, też wolał,
aby jego synów nie spotkał ogólnie przyjęty w średniowieczu los pretendentów, którym się nie
poszczęściło: wyłupienie oczu, obcięcie członków, bo zwykłe zamordowanie było dla ludzi
średniowiecza zbyt banalne. Tym jakże ludzkim odruchem tłumaczy się niekiedy wystawienie
dokumentu znanego jako Dagome iudex (od jego pierwszych słów). Niedługo przed śmiercią w
roku 992 Mieszko – bo to jego uważa się za wystawcę dokumentu, chociaż imię władcy nie pada
w tekście – oddaje pod opiekę Stolicy Piotrowej swoje państwo oraz rodzinę. A właściwie część
rodziny i państwa, bo nie pojawia się nawet wzmianka o pierworodnym Bolesławie. Niektórzy
badacze uważają jednak, że Bolesław został już wcześniej uposażony przez ojca – miał otrzymać
dzielnicę wokół Krakowa.
Po śmierci Mieszka zaczęła się próba sił. Oda namówiła Odylena i Przybywoja, powierników
Bolesława, by przeszli na stronę jej i jej małoletnich synów. Z pewnością jednak pożałowali tej
pochopnej decyzji. Po trzech latach zmagań Bolesław okazał się silniejszy, zjednoczył ziemie,
którymi władał jego ojciec, a uczynił to kosztem macochy i przyrodniego rodzeństwa. Dokonał
tego, jak skrzętnie zanotował Thietmar, „z lisią chytrością, wypędziwszy macochę i braci oraz
oślepiwszy swoich zaufanych Odylena i Przybywoja”. Oda, rada nierada, wróciła więc w roku 995
do Niemiec. Ale nie podjęto jej tam jako matki władców sąsiedniego kraju. Nowy cesarz Otton
III miał swoją idée fixe, do której potrzebny mu był Bolesław. Odzie złożono więc propozycję nie
do odrzucenia: miała ponownie wstąpić do klasztoru. Dożyła tam roku 1023. Bolesław przeżył
macochę o dwa lata. O losie przyrodnich braci historia milczy, co daje mediewistom możliwość
najróżniejszych interpretacji ich dalszych losów, a każda może być prawdziwa.
Bolesław miał być poważnym, jeśli nie najpoważniejszym, współpracownikiem przy wcielaniu
w życie owej idei Ottona III. Syn Mieszka znał arkana wielkiej polityki jak mało kto w Polsce.
Był przecież przez dobrych kilka lat po bitwie pod Cedynią zakładnikiem na cesarskim
dworze – gwarantem, że Mieszko nie będzie próbował działać ani przeciw władcy Rzeszy, ani
przeciw władcom przygranicznych marchii. Bystry siedmioletni chłopiec (w przerwach między
martwieniem się, czy aby ojciec nie wpadnie na pomysł zaatakowania Niemców, tym samym
pozbawiając młodego następcę w przyszłości tronu, a wcześniej – głowy) chłonął zasady polityki,
stykał się z najważniejszymi osobami w państwie, z którymi później nieraz przyjdzie mu się
zmierzyć. Poznawał duchownych i uczonych z pierwszej ligi. Jednym słowem – otarł się o wielki
świat.

Portal używa plików cookies, korzystanie z portalu oznacza ich akceptację, więcej informacji na stronie "Polityka Cookies"

Korzystanie z portalu oznacza automatyczną akceptację postanowień zawartych w "Regulaminie Serwisu" i "Polityce Prywatności"

Przeczytaj inne:
5 domowych roślin, które są łatwe w utrzymaniu

Zieleń pokojowa, która zamiast ozdabiać, sprawia tylko problemy w utrzymaniu, nie spełnia swojego zadania. Dlatego jeśli nie mamy za dużej...

Zamknij